26 kwietnia 2020 roku

III Niedziela Wielkanocna

W dzisiejszej Ewangelii znajdziemy tekst, który wraz z dwoma uczniami wprowadza nas do Emaus. Zapewne dobrze znamy ten tekst i z łatwością jesteśmy w stanie go sobie wyobrazić, ale czy kiedykolwiek próbowaliśmy go rozważyć?

Uczniowie wiedzą o Zmartwychwstaniu i mówią o tym w rozmowie z Tajemniczym Wędrowcem; ” po tym wszystkim dziś już trzeci dzień, jak się to stało. Nadto, jeszcze niektóre z naszych kobiet przeraziły nas: były rano u grobu, a nie znalazłszy Jego ciała, wróciły i opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy zapewniają, iż On żyje. Poszli niektórzy z naszych do grobu i zastali wszystko tak, jak kobiety opowiadały, ale Jego nie widzieli.”

Czy, aby nie brzmi to tak jakby nie dowierzali? Przecież to nierealne…

“To, co się stało z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu; jak arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. A my spodziewaliśmy się, że On właśnie miał wyzwolić Izraela.”

Uczniowie widzieli znaki, cuda, widzieli jak Jezus wypędza złe duchy, może to spowodowało myśl, ze to właśnie Jezus pociągnie za sobą ludzi i zapewni im wolność.

Czy te kwestie, chociaż spisane kilka tysięcy lat temu nie odnoszą się do naszego życia teraz? Czy nie bywa tak, że gdy coś nas przerasta, nie jesteśmy w stanie pojąć pewnych rzeczy, szukamy “naszego Emaus”, miejsca w którym czujemy się bezpiecznie. Ten nasz niby starannie poukładany świat, który stał przed nami otworem, w którym wszystko miało toczyć się tak jak sobie zaplanowaliśmy; nagle runął, wirus sprawił, że wszystkie nasze priorytety uległy zmianie.  Może właśnie tego potrzebowaliśmy. Bo;

“My nie potrzebujemy już lepszej technologii, lepszych telefonów.

Potrzebujemy więcej uczuć i zachodów słońca….”

 

Autor

Komentarze są wyłączone.